F G+ V RSS

Mateusz Madura PPW

Opublikowano: 23.01.2011

Autor wpisu

Bartek
Idzikowski

Uwielbia być poza schematem. W pracy jest 24/7. Nie dlatego, że musi. Chce. Regułę 10 000 godzin Malcolma Gladwella wciela w życie w agencji whyblack.

bartek@studiumprzypadku.com
.

Podobne artykuły

Trochę o Michale Galubińskim

25.11.2010
Sylwetka jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich webdesignerów.
>

Webdesingerka Małgorzata Studzińska

10.01.2011
W zawodzie webdesignera kobiet jest niewiele, ale te które są projektują wzorowo i ze smakiem.
>

Wstęp

Naszym kolejnym bohaterem w ramach Przeglądu Polskich Webdesignerów jest Mateusz Madura. Razem z nowym wpisem z tej serii zmieniam formułę. Od dziś projektanci sami mówią za siebie!

Bartek Idzikowski:

Witaj Mateusz, przedstaw nam się na początek, skąd jesteś, jak zaczynałeś pracę z webdesignem, gdzie i co teraz robisz?

Mateusz Madura:

Z kreacją wizualną stron internetowych po raz pierwszy komercyjnie zetknąłem się w 2004 roku kiedy to otrzymałem pierwsze, płatne zlecenie. Zleceniodawca zaproponował mi współpracę na podstawie moich projektów treningowych jakie wykonywałem czysto hobbystycznie – umieszczałem je w serwisie digart.pl.

Po kilku zleceniach, dla komercyjnych klientów, postanowiłem poszukać pracy na etat w agencji reklamowej – pierwszym moim pracodawcą była mała agencja mieszcząca się w Katowicach – Aptus.pl Sp. z o.o. Sp.k. (www.aptus.pl). To właśnie tam tak naprawdę moja przygoda z projektowaniem przerodziła się w pasję do designu. Zajmowałem się głównie kreacją wizualną sklepów internetowych (na takie realizacje też nastawiona jest wspomniana agencja). Praca ta jednak w dalszym ciągu była jedynie dorywcza ponieważ w tym okresie studiowałem również w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w Sosnowcu, na kierunku Informatyka w zarządzaniu. Przepracowałem w tej agencji pół roku – pozwoliło mi to na zbudowanie małego portfolio, które otworzyło mi drzwi na większą ilość zleceń komercyjnych jako freelancer.

Po niespełna pół roku podczas realizacji jednego ze zleceń poznałem dobrego przyjaciela – Bartłomieja Smyklę, który był PM’em w jednej z małych agencji. Nie upłynęło dużo czasu jak pomyśleliśmy o wspólnej pracy z zakresu kompleksowego tworzenia stron internetowych. Tak też narodził się pomysł Glory of Mind – którą to agencję szybko zarejestrowaliśmy. Okazało się jednak, że zbyt szybko – nie mieliśmy doświadczenia we wspólnym prowadzeniu działalności przez co popełniliśmy sporo błędów. Po prawie półtora roku wspólnej pracy postanowiliśmy rozwiązać GoM i spróbować stworzyć coś samodzielnie.

Wtedy też w mojej głowie pojawił się pomysł Vision Trust, który sprawnie funkcjonuje od maja 2010 roku do dnia dzisiejszego.
W między czasie, pod koniec 2009 roku otrzymałem propozycję od Darkstone&Cardinal w Łodzi o pracy stałej – było to dla mnie duża szansa ponieważ D&C realizowało zlecenia dla bardzo dużych i znanych marek. Postanowiłem tą szansę wykorzystać i spróbować swoich sił przy dużo bardziej wymagających klientach. Z przykrością jednak stwierdzam, że trafiłem na okres problemów D&C gdzie pod koniec grudnia zespół tej agencji się poprostu rozpadł – i ja postanowiłem odejść.

Los się jednak do mnie uśmiechnął i odezwał się do mnie i-Systems – zaproponowano mi stanowisko Art Directora gdzie koordynowałem dział kreacji oraz osobiście projektowałem. Po pół rocznej współpracy postanowiłem zrezygnować – praca na tym stanowisku pochłaniała cały mój czas, a mimo wszystko najważniejsza jest dla mnie moja działalność, czyli Vision Trust.

Tak też od listopada 2010 roku działam praktycznie, wyłącznie jako Agencja Interaktywna Vision Trust. Wydaje mi się, że buduję dość silną markę, której klienci ufają – zleceń przybywa, a ja zaczynam szukać własnych pracowników.Na chwilę obecną realizujemy w ciągu miesiąca od 4 do 7 projektów co wydaje mi się dość dobrym wynikiem – na pewno mnie satysfakcjonującym. Nie zamierzam jednak na tym oczywiście poprzestać – z Vision Trust wiążę całą swoją przyszłość zawodową i chciałbym by ta mała agencja w przyszłości była przynajmniej w trzydziestce najlepszych agencji w Polsce. Trzymajcie kciuki!

 

Bartek:

Umieszczanie swoich prac na portalach dla grafików to dla Ciebie chęć pokazania się, miejsce zdobywania nowych klientów czy szukanie konstruktywnej krytyki?

Mateusz:

Robię to dla przyjemności. Lubię słuchać opinii innych, obiektywnych osób na temat swoich kreacji – zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych – te negatywne bardzo dobrze motywują mnie do pracy. Nie będę jednak ukrywał, iż te serwisy przynoszą mi również sporą liczbę klientów – co jest również bardzo, bardzo ważne.

Bartek:

Kojarzę Cię często z wypowiedziami wychwalającymi podejście komercyjne do projektowania. Jesteś przeciwnikiem artyzmu?

Mateusz:

Uważam, że nie sztuką jest projektować dla ludzi ze światka designu – sztuką jest projektować tak by klient komercyjny był w pełni zadowolony z prowadzonej realizacji, ale byśmy również my sami, projektanci, z dumą prezentowali te projekty w swoim portfolio – i nie mówię tutaj o projektach „przed poprawkami”.

Skąd takie moje podejście? Nikt nie powinien tego ukrywać, że design to również zarobek finansowy, a ja jako normalny człowiek mam zobowiązania wobec spółdzielni mieszkaniowej, banku, operatora telefonów komórkowych, ZUSu etc. etc.

Bartek:

Wypracowałeś już własny styl który można rozpoznać. Na pewno lata pracy ale także oglądania prac innych projektantów. Podaj kilku swoich ulubionych webdesignerów.

Mateusz:

Inspiracja to bardzo istotny aspekt kreacji – bo od kogo się uczyć jak nie od najlepszych? Należy jednak pamiętać, że inspiracja powinna się kończyć na wyciąganiu wniosków ze swojej pracy, a nie kopiowaniu pomysłów kolegów z branży.

Zdecydowanie kocham projektowanie Piotra Biernawskiego, Grzegorza Niepewnego, Łukasza Bronisza oraz Michała Kolasy. W zasadzie to mógłbym wymieniać i wymieniać, bo wbrew pozorom i opiniom, Polski światek designu jest bogaty w świetnych projektantów.

Bartek:

Jakie umiejętności wymieniłbyś jako najważniejsze w pracy projektanta webowego i dlaczego?

Mateusz:

Zdecydowanie najważniejsza jest kreatywność oraz elastyczność.W tej branży nie warto (przynajmniej u mnie się to nie sprawdziło) być nakierowanym na jeden styl, np. minimalizm. Nie sprawdza się to w oczach klientów, a jak wcześniej wspomniałem, z czegoś zobowiązania finansowe opłacać trzeba – to w ramach cechy elastyczności.

Jeśli chodzi zaś o kreatywność – sprawa jest chyba oczywista – jeśli zaczniemy powielać sami siebie to nigdy do niczego nie dojdziemy, nie mówiąc już o rozwijaniu własnych umiejętności.

 

Bartek:

Na pewno masz już wypracowane i ulubione stanowisko pracy. Pochwal sie na czym pracujesz i jakie sa zalety Twojego sprzętu.

Mateusz:

Przez wiele lat pracowałem na standardowy PC z podłączonym monitorem zewnętrznym, 24″.Ok dwa lata temu przesiadłem się jednak na MacBook’a Pro 15,4″. Początkowo chciałem go wyrzucić :) głównie przez „skomplikowany” system OS X. Gdy jednak po dwóch dniach przekonałem się do niego, to od tego momentu, nie wyobrażam sobie pracy na innym sprzęcie niż ten od Apple.

Do dzisiaj pracuję wyłącznie na 15,4″ – prawie każdy gdy to słyszy mówi jak to możliwe, przecież nic się tu nie mieści, a to chyba poprostu kwestia przyzwyczajenia.
Samo projektowanie odbywa się w moim przypadku w Adobe Photoshop CS5 – od zawsze staram się aktualizować oprogramowanie jak to tylko możliwe. Jest to kosztowne jednak jako „gadżetomaniak” nie potrafię inaczej. :)
Mój aktualny zestaw to najnowszy MacBook Pro 15,4″ z pakietem Adobe Photoshop CS5.

 

Mateusza możecie znaleźć na :

Komentarze


studiumprzypadku.com 2011
HTML5 Powered with CSS3 / Styling, and Semantics Projekt i wykonanie: WhyBlack